Przemówienie Ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej w Królestwie Niderlandów,
Pana professor Marcina Czepelaka,
podczas uroczystości upamiętniających udział 1 Samodzielnej Brygady padochronowej

w operacji Market Garden, 73 lat temu
Driel, 16 września 2017 roku

Szanowni Weterani,
Panie Burmistrzu,
Ekscelencje,
Szanowni Państwo!
Jest w całym Królestwie Niderlandów jedno takie miejsce, a jest ono właśnie tu, gdzie każdy Polak odczuwa, jak ogrom dumy miesza się z uczuciem goryczy, które nie mijają mimo upływu lat.
Jest w całym Królestwie Niderlandów jedno takie miejsce, a jest ono właśnie tu, gdzie każdy Polak z głęboką wdzięcznością patrzy na każdego Holendra.
Wygłosić pierwsze publiczne wystąpienie właśnie w tym miejscu to dla Ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej wyjątkowy zaszczyt. Od czasu, gdy w niedzielę przybyłem do Holandii, ze wzruszeniem oczekiwałem na moment, kiedy stanę na tym miejscu, gdzie 73 lata temu rozstrzygał się los naszego świata.
73 lata temu o tej godzinie jeszcze wszystko mogło potoczyć się inaczej. Generał Lewis Brereton czekał na prognozę pogody. Dopiero wieczorem otrzymał raport, który zapowiadał cztery słoneczne dni. I tak 17 września 1944 r. rozpoczęły się dwie połączone operacje wojskowe „Market” i „Garden”. Jeśli plan aliantów by się powiódł, mogliby sami zdobyć Berlin. Może wówczas nie wydano by Polski na pastwę Sowietów. Może nie byłoby żelaznej kurtyny, a Polska cieszyłaby się wolnością. Wtedy Generał Sosabowski i jego żołnierze mogliby wrócić do Ojczyzny. Takie było ich pragnienie – dotrzeć do Polski „najkrótszą drogą!”. Po wybuchu Powstania Warszawskiego pragnęli tego jeszcze bardziej. Chcieli walczyć o wolność Stolicy – Miasta, które ofiarowało im sztandar.
Jednak 73 lata temu Generała Sosabowskiego i jego żołnierzy zrzucono właśnie tu, gdzie walczyli do końca. Walczyli z całkowitym poświęceniem mimo zastrzeżeń, które Generał Sosabowski wcześniej zgłaszał sojusznikom. Jego ostrzeżenia były głosem rozsądku lojalnego sojusznika i doświadczonego dowódcy. Niestety, głos polskiego Generała został zlekceważony. Obawiam się, że to nie pierwszy ani ostatni raz, kiedy polskie ostrzeżenia pozostają bez echa, a ci, którzy decydują, uparcie ignorują fakty. 73 lata temu kosztowało to życie polskich żołnierzy.
Klęska operacji „Market-Garden” przesądziła o tym, że alianci nie będą pierwsi w Berlinie. Walcząca z niemieckim okupantem Warszawa został całkowicie zniszczona. Polskę zajęła Armia Czerwona a sowieckie władze rozpoczęły mord na żołnierzach polskiej Armii Krajowej. Często ginęli oni z rąk sowieckich oprawców z NKWD w tych samych więzieniach, w których wcześniej działała niemiecka tajna policja zwana Gestapo. Ten sam los czekał na żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych walczących – tak jak 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa – na Froncie Zachodnim.
Generał Sosabowski i jego żołnierze stali się niewygodni. Paradoksalnie, to oni, którzy do końca osłaniali odwrót innych zostali obwinieni o klęskę przez sojuszników. Komunistyczne władze w Polsce odebrały Generałowi Sosabowskiemu obywatelstwo polskie, utracił paszport i nie mógł przyjechać do Driel, aby wziąć udziału w uroczystościach upamiętniających walkę i śmierć jego żołnierzy. Podzielił los swoich żołnierzy-wygnańców, szukając pracy, z której mógłby utrzymać siebie i rodzinę. Bohaterski Generał stał się szeregowym robotnikiem w brytyjskiej fabryce. I to mógłby być smutny koniec tej historii. Ale brakuje w niej jeszcze kilku osób.
73 lata temu w tym miejscu pani Cora Baltussen zobaczyła desant ponad tysiąca polskich żołnierzy. Poznała też ich dowódcę – generała Stanisława Sosabowskiego. Myślę, że obie te postaci wyróżniała odwaga, zdecydowanie oraz poczucie honoru i sprawiedliwości. Bez tego nie umiem sobie wyobrazić determinacji, z jaką Cora Baltussen walczyła o honor polskich spadochroniarzy. Ich choć nie było jej dane zobaczyć sukcesu swoich wysiłków, to przecież stała się iskrą, która zapaliła serca wielu Holendrów. To oni podjęli walkę o honor Generała Sosabowskiego i jego Brygady. Zakończyła ją zwycięsko Królowa Beatrix, która w 2006 r. odznaczyła pośmiertnie Generała Sosabowskiego Medalem Brązowego Lwa a 1. Samodzielną Brygadę Spadochronową najwyższym holenderskim odznaczeniem wojskowym – Orderem Króla Wilhelma.
Szanowni Weterani!
W czasie wojny podjęliście walkę służąc w wielu jednostkach, ale z jednym celem – aby przywrócić utraconą wolność! Dziękuję Wam za waszą ofiarną służbę i zapewniam, że Wasza obecność jest dla nas powodem do wielkiej dumy i radości.
Drodzy Holenderscy Przyjaciele!
Dzięki Wam udało się udało się przywrócić honor Generałowi Sosabowskiemu i jego żołnierzom. To był sukces wieńczący wysiłek wielu Holendrów. Nie były on możliwy bez zaangażowania Holenderskiej Rodziny Królewskiej, za które w środę podziękowałem Jego Królewskiej Mości Królowi Wilhelmowi-Aleksandrowi. Jestem także wdzięczny założonej przez Corę Baltussen Fundacji Driel-Polen. Nigdy nie zapomnimy o tym, co zrobiliście dla Polski. W imieniu Swoim i moich Rodaków, chcę Wam dziś podziękować i powiedzieć, jak ważna jest dla nas Wasza obecność i Wasza pamięć o polskich spadochroniarzach z Driel.

Dziękuję Państwu za uwagę.